Kredytowe dylematy
Od jakiegoś czasu rynek kredytowy mocno kuleje i co do tego faktu nikt nie może mieć żadnych wątpliwości. Mało tego, banki przez swoją beztroskę, czy może nawet brak odpowiedzialności doprowadziły do zapaści kapitałowej. Banki w pewnym momencie mocno przeinwestowały, szturmując niejako klientów propozycjami kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich oraz kredytami bez zaświadczeń o dochodach, zatrudnieniu, wynagrodzeniu, zarobkach, bik, itd. Banki w celu przyciągnięcia jak największej rzeszy klientów poszły zdecydowanie za daleko. Nie przewidziały jednak, że przyjdzie kryzys. Nie przewidziały, że wiele firm nie wytrzyma skutków załamania gospodarczego i upadnie. Wraz z nimi na bruk poszły tysiące pracowników tych firm, którzy pozostali bez pieniędzy, ale za to z niespłaconymi kredytami. Dlatego trudno dziwić się decyzjom banków już nie o wstrzymaniu akcji kredytowej, ale o znacznym zaostrzeniu kryteriów, w tym obliczania zdolności kredytowej klienta oraz znacznej podwyżce marż.
Jeszcze do niedawna kredyty bez zaświadczeń były na bankowym porządku dziennym. Banki nie żądały żadnych dodatkowych dokumentów i najczęściej wystarczył im dowód tożsamości i czasami oświadczenie o dochodach. Oświadczenie, a nie zaświadczenie, co jest bardzo istotne w rozróżnianiu obu dokumentów. Propozycji kredytowych było wówczas bardzo wiele, w tym kredyty bez zaświadczeń. Inna sprawa to kredyty bez bik, czyli bez opinii biura informacji kredytowych. Najczęściej banki i tak sprawdzały swoich klientów w bik nie informując ich o tym. Problem w tym, że jeżeli klient regularnie spłacał swoje kredyty, nie był tam odnotowywany. To znaczy był, ale z dobrą historią kredytową. Tymczasem wielu klientów, aby spłacać swoje zadłużenia kredytowe, brało kolejne kredyty – spłacali kredyty kredytami. Rekordziści mieli więc nawet po kilkanaście kredytów, a banki nawet nie wiedziały o tym. Na dłuższą metę taki proceder nie mógł trwać bez oczywistych konsekwencji. Pętla kredytowa musiała się więc na takich delikwentach zacisnąć i się zacisnęła. Problem tylko w tym, że banki miały miliardy zamrożonych pieniędzy i niepewność ich odzyskania. Przecież wielu klientów banków zostało zwolnionych z pracy i stali się niewypłacalni. Banki musiały podjąć jakieś decyzje i postanowiły zawiesić na jakiś czas kredyty hipoteczne. Natomiast przy prostych kredytach gotówkowych zmieniły zasady ich przyznawania, podwyższyły marże i prowizje, a także sposób obliczania zdolności kredytowej klienta. Kredyty bez bik, kredyty bez zaświadczeń, przynajmniej na razie poszły w odstawkę. Banki nie mogą sobie teraz pozwolić na aż taką rozrzutność jak jeszcze rok czy dwa lata temu. Kredyty tak – ale w granicach zdrowego rozsądku – twierdzą w bankach.