Sposobów obliczania jest wiele
Końca kryzysu nadal nie widać. Mimo zapowiedzi zmian, nadal mamy duże problemy finansowe, banki nadal niezbyt chętnie udzielają kredytów, a przedsiębiorcy walczą o utrzymanie płynności finansowej. Podobna sytuacja jest również na rynku mieszkaniowym. Utrzymująca się od pewnego czasu zapaść nadal trwa. Zapowiedzi jakoby państwo miało wspierać deweloperów, spółdzielnie mieszkaniowe i towarzystwa budownictwa mieszkaniowego w rozpoczynaniu nowych inwestycji pozostają w sferze programowej. Nic konkretnego jeszcze nie zostało przez państwo podjęte. Nadal więc obowiązuje program pomocowy „rodzina na swoim” /ma być wycofany z chwilą uruchomienia programu pomocowego dla deweloperów, spółdzielni mieszkaniowych oraz tbs-ów/ i chyba jest to ostatni dzwonek, aby z niego skorzystać. Tymczasem banki rządzą się swoimi interesami, swoimi prawami i o kredyty – szczególnie mieszkaniowe – nadal jest trudno.
- Proszę nie dziwić się, że banki chcą się zabezpieczać przed ewentualnymi niespodziankami, jakimi są niewypłacalności klientów. Inna sprawą jest pożyczka kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych na rok czy dwa lata, a inną kilkuset tysięcy czy też kilku milionów złotych na czterdzieści lat. Bank musi się zabezpieczyć, dlatego tak wnikliwie bada zdolność kredytową wnioskodawcy, dlatego żąda dodatkowych zabezpieczeń i zaostrza warunki kredytowania. Jest to tym istotniejsze, że kryzys jak widać nie zamierza odpuszczać. To, że akurat Polska najmniej boleśnie przechodzi przez kryzys jest najmniej istotne. Nikt nie zaręczy, że za kilka miesięcy sytuacja się nie zmieni. Dlatego banki postępują tak a nie inaczej i trudno im się dziwić – konstatuje przedstawiciel jednego z banków.
Tymczasem banki rzeczywiście prowadzą swoją własną politykę i jak powiedział przedstawiciel banku trudno się temu dziwić, ale klient czasami jest zaskakiwany i to w zupełnie nieoczekiwanych sytuacjach. Na przykład poprzez udziwnione opłaty bankowe, zróżnicowane prowizje i marże kredytowe, a także poprzez różne obliczanie zdolności kredytowych klienta. Przecież kredyty są najważniejszych produktem bankowym i dlatego ich procedury powinny być jasne i klarowne dla klienta. Dlatego dziwi fakt, że jak napisał ostatnio „dziennik” „przy takich samych dochodach i na ten sam okres w jednym banku można pożyczyć 160 tysięcy złotych, a w innym dwa razy mniej”. Z informacji gazety można wyczytać – jest to jakaś wskazówka dla klientów, którzy będą starać się o kredyty – że najłagodniej, w obliczaniu zdolności kredytowej, klientów traktują takie banki jak: pko bp, Ing bank śląski i polbank, natomiast bardzo rygorystycznie do tej sprawy podchodzi na przykład nordea.
- To prawda, jedne banki wyliczą, że utrzymanie jednej osoby wyniesie na przykład 400 złotych, inne, że dwa razy więcej. Jest to jednak prawo banku i nie sposób z tym polemizować – stwierdził doradca finansowy.